Maja Sablewska była gościnią Amy Siekluckiej w podcaście P.S. I LOVE YOU w RMF FM. W szczerej rozmowie opowiedziała o zdradzie w związku, terapii, presji wyglądu i swoim doświadczeniu z medycyną estetyczną. Była menedżerka gwiazd wróciła także do głośnej relacji zawodowej z Dodą i po latach podsumowała kulisy ich współpracy.
W rozmowie z Amą Sieklucką Sablewska przyznała, że jednym z najtrudniejszych momentów w jej życiu była zdrada partnera. To właśnie to doświadczenie stało się dla niej impulsem do rozpoczęcia terapii i głębokiej zmiany w sposobie myślenia o sobie.
– Poszłam wtedy na terapię i tam dowiedziałam się, że nie będziemy rozmawiać o tym, dlaczego zostałam zdradzona, tylko dlaczego ja tak na to zareagowałam. To był moment, kiedy zaczęłam wracać do siebie – powiedziała w podcaście P.S. I LOVE YOU.
Jak podkreśla, praca nad sobą była długim procesem, który pozwolił jej inaczej spojrzeć na relacje i własne potrzeby.
– Wcześniej miałam wrażenie, że moje życie jest jednym wielkim reżimem. Wszystko musiało być zaplanowane i pod kontrolą. Dziś wiem, że najważniejsze jest życie w zgodzie ze sobą – przyznała.
W rozmowie pojawił się także temat presji wyglądu i medycyny estetycznej. Sablewska nie ukrywa, że sama przez lata korzystała z zabiegów, ale dziś patrzy na nie zupełnie inaczej.
– Sama byłam kobietą, która potrafiła pójść do gabinetu medycyny estetycznej tylko po to, żeby poprawić sobie nastrój. Dziś wiem, że to droga donikąd. Najpierw trzeba naprawić to, co jest w środku – powiedziała.
Zdaniem Sablewskiej prawdziwa zmiana zaczyna się od rozmowy i pracy nad własnymi emocjami.
– Największą metamorfozą jest rozmowa. Jeśli nie zajmiemy się tym, co jest w środku, żadna zmiana na zewnątrz nie będzie trwała – podkreśliła.
W podcaście pojawił się również wątek jej menedżerskiej przeszłości i współpracy z artystkami, które na początku lat 2000. należały do największych gwiazd polskiej sceny. Sablewska wróciła także do relacji z Dodą, z którą przez kilka lat tworzyła jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów w polskim show-biznesie.
Jak wspomina, ich współpraca zaczęła się bardzo spontanicznie.
– Na jednym ze spotkań zapytano, kto zajmie się zespołem Virgin i Dodą. Nikt się nie zgłosił, więc powiedziałam: ja mogę. Miałam wtedy 24 lata – wspomina.
Po latach Sablewska przyznaje, że rozstanie z artystką było przede wszystkim konsekwencją jej własnych ambicji i chęci dalszego rozwoju.
– Moim marzeniem było zostać najlepszym menedżerem w tym kraju. Chciałam się rozwijać i robić kolejne rzeczy. W pewnym momencie nasze drogi po prostu się rozeszły – mówi.
Dziś podkreśla, że mimo burzliwej historii patrzy na tę relację z dużym dystansem.
– Po latach mam wrażenie, że doceniła to, że byłyśmy przyjaciółkami. Zrobiłabym dla niej wtedy wszystko – przyznała.
Była menedżerka gwiazd nie ukrywa, że wszystkie doświadczenia – zarówno te dobre, jak i trudne – traktuje dziś jako ważne lekcje.
– Sukces nie powstaje z pucharów, które stawiasz na półce, tylko z błędów, które popełniasz i z których potrafisz wyciągnąć wnioski – zaznaczyła.
Dziś Maja Sablewska podkreśla, że znajduje się w zupełnie innym miejscu niż kilka lat temu. Najważniejsze stały się dla niej spokój, uważność i życie w zgodzie ze sobą.
– Wcześniej byłam obok siebie, a dziś jestem w sobie – podsumowała.
Choć przez lata była jedną z najbardziej rozpoznawalnych menedżerek w polskim show-biznesie, dziś skupia się przede wszystkim na pracy doradczej i projektach, które są zgodne z jej wartościami. Jak podkreśla, największą zmianą w jej życiu jest to, że nauczyła się słuchać własnej intuicji.
– Intuicja jest dziś moją najlepszą przyjaciółką. Przez wiele lat jej nie słuchałam, a teraz wiem, że zawsze warto jej zaufać – powiedziała.


