Małgorzata Ostrowska świętuje 45-lecie koncertując i mając kalendarz wypełniony po brzegi. Mimo to znalazła czas i siłę na spotkanie w Psiodcaście RMF FM i momentami bardzo osobistą opowieść o życiu, stracie i codzienności. Artystka wraca do jednego z najtrudniejszych momentów swojego życia, czyli odejścia męża, Jacka, i pokazuje, jak głęboko tę stratę przeżyła nie tylko ona, ale także jej najbliżsi, w tym… psy.
Po śmierci ukochanego mężczyzny jeden z jej psów poważnie zachorował. Jak przyznaje, zwierzęta przeżywają żałobę równie silnie jak ludzie.
– Franek po odejściu Jacka zachorował. Do dziś, kiedy wracam do domu, sprawdza, czy on tam jest. One to czują, one to przeżywają – mówi artystka.
W rozmowie Ostrowska podkreśla, że psy są dla niej pełnoprawnymi członkami rodziny, a nie dodatkiem do życia. To także jeden z powodów, dla których jej codzienność po stracie męża musiała się całkowicie zmienić.
Wywiad nie unika też tematów z przeszłości. Artystka wraca do czasów największej popularności i bez cenzury mówi o kulisach życia rockowego zespołu.
– Piło się wódkę, to był jedyny „doping”. Tak wyglądała rzeczywistość tamtych lat. Jednak przy dwóch koncertach dziennie nie można było sobie pozwolić na więcej, bo trzeba było spać i kumulować energię – wspomina.
Mimo ogromnego doświadczenia scenicznego, Ostrowska przyznaje, że prywatnie wciąż mierzy się z nieśmiałością i dystansem wobec ludzi.
– Mam problem z bliskością. Na scenie czuję się bezpiecznie, ale poza nią to jest dla mnie trudne – mówi szczerze.
Zaskoczeniem dla wielu może być również wątek finansowy. Po 45 latach pracy artystka jest formalnie emerytką, a jej świadczenie z ZUS wynosi zaledwie 1300 zł miesięcznie.
– To jest tylko dodatek. Wiedziałam, że tak będzie, dlatego zadbałam o siebie wcześniej – tłumaczy.
Mimo trudnych doświadczeń, strat i wyzwań, które przyniosło życie, Ostrowska nie traci wiary w ludzi i podkreśla, że czuje się osobą szczęśliwą.
– Moje życie nie było łatwe, ale jest piękne. Jestem wdzięczna za to, jak się ułożyło – podsumowuje.
To rozmowa o przemijaniu, miłości i wdzięczności, ale też o prawdziwej cenie sławy i codzienności, która nie zawsze ma coś wspólnego z blaskiem sceny.


