To nie jest rozmowa o bolidach, rekordach torów i prędkościach. To opowieść o sile ludzkiego ducha. Po dłuższej przerwie od medialnych wystąpień Robert Kubica był gościem specjalnego świątecznego programu Daniela Dyka w RMF FM w Wielki Piątek o godz. 21. Kubica w szczerej rozmowie wrócił do jednego z najtrudniejszych momentów swojego życia. Opowiedział o tym, jak dramatyczny wypadek zmienił jego sposób patrzenia na świat i jak odnalazł w sobie siłę, by rozpocząć zupełnie nową drogę.
Wypadek z 2011 roku podczas rajdu Ronde di Andora niemal zakończył jego karierę i życie. Wielogodzinne operacje, miesiące rehabilitacji i lata życia z bólem sprawiły, że jeden z najbardziej znanych polskich sportowców musiał na nowo zdefiniować siebie i swoje cele.
Kierowca nie ukrywa, że powrót do normalności był procesem, który trwał latami. Największym wyzwaniem okazała się nie tylko rehabilitacja, ale także akceptacja własnych ograniczeń.
– Żyłem długo z bólem – nie tylko fizycznym, ale też tym w głowie. To była najtrudniejsza walka – mówi.
Dziś przyznaje, że dramatyczne wydarzenia sprzed lat całkowicie zmieniły jego podejście do życia. Pobyt w szpitalu i obserwacja ludzi, którzy mieli znacznie mniej szczęścia, nauczyły go pokory i dystansu do codziennych problemów.
– Często narzekamy na drobiazgi. A prawdziwe problemy zaczynają się wtedy, kiedy pewnych rzeczy nie da się już zmienić – podkreśla.
Mimo trudnych doświadczeń Kubica znalazł w sobie siłę, by wrócić do sportu. Powrót nie był jednak prostą drogą. To były lata pracy, testów i sprawdzania własnych granic – często w ciszy, bez kamer i rozgłosu.
– Nie chciałem wracać tylko symbolicznie. Musiałem mieć pewność, że naprawdę jestem w stanie to zrobić – wspomina.
Dziś jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich sportowców mówi o swojej historii z dużym dystansem. Nie ukrywa, że wypadek stał się ważną częścią jego życia, ale nie zdefiniował go jako człowieka.
– Miałem ogromne szczęście. Moja dziecięca pasja stała się moją pracą i nadal mogę robić to, co kocham.


