Jeszcze kilkanaście lat temu był jedną z największych gwiazd młodego pokolenia. Role w „Hakerze”, „Na dobre i na złe” czy kultowym dziś „Czasie surferów” sprawiły, że – jak sam przyznaje – czuł się momentami „jak Beatlesi”. Bartosz Obuchowicz był gościem Kuby Śliwińskiego w podcaście RMF24 „Co u nich słychać?”. Aktor wrócił wspomnieniami do czasów swojej największej popularności, ale najwięcej emocji wzbudziły jego szczere wyznania dotyczące alkoholizmu i walki o powrót do normalnego życia.
Z czasem telefon zaczął dzwonić coraz rzadziej. Obuchowicz przyznał, że właśnie ta nieprzewidywalność zawodu aktora jest jedną z najtrudniejszych rzeczy psychicznie.
– Jednego dnia jesteś wszędzie, wszyscy cię rozpoznają, a chwilę później nie masz pracy i nie bardzo wiesz dlaczego – mówił.
Najmocniejsza część rozmowy dotyczyła jednak jego walki z uzależnieniem od alkoholu. Aktor bez ogródek opowiedział o momencie, w którym zrozumiał, że sam nie poradzi sobie z problemem.
– Dwa lata próbowałem przestać pić i nie mogłem. Codziennie mówiłem sobie: „to już koniec”, a rano zaczynałem od nowa – wyznał.
Obuchowicz przyznał, że przełomem było zrozumienie, że alkoholizm jest chorobą, a nie brakiem silnej woli. Dziś otwarcie mówi o terapii i wsparciu, jakie otrzymał od innych osób zmagających się z nałogiem.
– Alkohol jest jak Mike Tyson. Ja już z nim do ringu nie wchodzę, bo wiem, że zawsze przegram – podkreślił.
Aktor zdradził również, dlaczego zdecydował się mówić publicznie o swojej chorobie.
– Mówię o tym głośno, żeby ludzie nie bali się prosić o pomoc. Samemu bardzo trudno z tego wyjść – tłumaczył.
W rozmowie pojawił się także temat słów Krzysztofa Zanussiego, który stwierdził kiedyś, że sukces Obuchowicza przyszedł za wcześnie. Aktor nie zgodził się z taką diagnozą i zwrócił uwagę na trudne realia polskiego rynku filmowego.
– W Polsce to nie działa jak w Hollywood. U nas nie wybiera się z dziesięciu propozycji. Czasem dostajesz nagrodę w Gdyni i przez rok nie pracujesz – powiedział.
Nie zabrakło również wątku Sebastiana Fabijańskiego. Obuchowicz przyznał, że choć ceni go aktorsko, nie podoba mu się sposób, w jaki buduje swój medialny wizerunek.
Dziś Bartosz Obuchowicz mówi przede wszystkim o zmianie podejścia do życia. Aktor podkreśla, że sport, praca nad sobą i dystans do dawnej popularności pozwoliły mu odnaleźć spokój.
– Kiedyś wydawało mi się, że trzeba być najlepszym i pierwszym. Dziś wiem, że najważniejsze jest po prostu być szczęśliwym – podsumował.


