Paulina Przybysz była gościnią podcastu „Kayah Zaprasza” w RMF Classic. W szczerej rozmowie z Kayah wróciła do historii Sistars, opowiedziała o rozstaniu zespołu, które do dziś budzi emocje fanów, i o niezwykłej więzi z Natalią. Nie zabrakło też tematów kobiecej solidarności, dorastania bez rywalizacji i życia po swojemu – także wtedy, gdy artystyczne wybory są mniej oczywiste i trudniejsze marketingowo.
Paulina Przybysz od lat kojarzona jest z artystyczną niezależnością i muzycznymi poszukiwaniami, ale dla wielu słuchaczy jej historia zaczęła się od Sistars. Kayah przyznała wprost, że wiadomość o rozpadzie zespołu była dla niej ciosem. Przybysz nie próbowała dziś dorabiać do tej decyzji jednej prostej historii. Jak mówiła, zespół znalazł się w momencie, w którym jego członkowie mieli inne priorytety i byli w różnych miejscach życiowo.
„Sistars jest dziś owiane pewną legendą, a dla mnie to ogromna część życia, której bardzo dużo zawdzięczam. Wielka szkoła, ale nie sedno mojego życia. Bardziej taki college” – powiedziała.
Artystka przyznała też, że dziś nie pamięta już dokładnie, o co wtedy poszło. Pamięta za to, że decyzja wymagała odwagi, bo wokół zespołu nie brakowało głosów, że nie wolno rezygnować z czegoś, co tak dobrze działa.
Choć Sistars przestało istnieć w dawnej formule, relacja Pauliny i Natalii pozostała jednym z najważniejszych punktów jej życia. Przybysz mówiła o niej niemal organicznie – jako o więzi, której nie da się porównać z żadną inną.
„Jest wielka i niepowtarzalna. To relacja biologiczna, organiczna. Nie ma drugiej osoby, przy której można aż tak być sobą” – mówiła o sile sióstr.
W rozmowie pojawił się także szerszy wątek kobiecej solidarności. Kayah opowiedziała o swojej potrzebie budowania środowiska, w którym artystki przestają patrzeć na siebie jak na rywalki. Przybysz bardzo mocno się z tym utożsamiła i mówiła o własnych relacjach z kobietami – zarówno w muzyce, jak i poza nią.
Ta filozofia łączy się też z jej podejściem do kariery. Paulina nie ukrywa, że przez lata wybierała ścieżki mniej oczywiste, czasem niszowe, trudniejsze do sprzedania. Mimo to nie chce tworzyć według cudzych oczekiwań.
„To jest nasze życie, a nie życie słuchacza, pani z wytwórni czy pana z wytwórni. Nie jesteśmy po to, żeby spełniać oczekiwania innych” – podkreśliła.
Dziś Przybysz mówi o powrocie do muzycznego „domu” – miejsca, w którym spotykają się jazz, soul, hip-hop i autorskie piosenki. Po latach różnych projektów i artystycznych wcieleń coraz mniej interesuje ją to, czy dany kierunek jest łatwy do zaszufladkowania.


