Aktorka Wiktoria Gorodecka była gościnią Anny Marii Siekluckiej w autorskim podcaście RMF FM „P.S. I Love U by AMA”. W szczerej rozmowie wróciła do emocji związanych z „Tańcem z Gwiazdami”, głośnego finału i zwycięstwa Bagiego, ale też poruszyła wątki kobiecości, feminizmu i tego, jak program wpłynął na jej postrzeganie siebie jako kobiety.
Udział w „Tańcu z Gwiazdami” okazał się dla Wiktorii Gorodeckiej doświadczeniem totalnym — fizycznym, emocjonalnym i tożsamościowym. Aktorka przyznała, że program był nie tylko tanecznym wyzwaniem, ale także intensywnym spotkaniem z własną kobiecością, wystawioną na widok publiczny w sposób, jakiego wcześniej nie znała.
W rozmowie nie zabrakło odniesienia do finału i medialnej burzy po zwycięstwie Bagiego. Gorodecka podkreślała, że wynik programu nie był dla niej zaskoczeniem ani źródłem frustracji. Miała świadomość mechanizmów rządzących formatem i skali popularności rywala.
– Wiedziałam, z jakim zapleczem Bagi wchodzi do finału i że tego nie da się „przetańczyć”. Nie miałam poczucia przegranej – zaznaczyła.
Znacznie trudniejsze od samego wyniku okazało się dla niej zakończenie programu i nagłe odcięcie od intensywności, adrenaliny oraz relacji z partnerem tanecznym. Aktorka mówiła wprost o syndromie odstawienia i emocjonalnej pustce, która pojawiła się tuż po finale.
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy była kobiecość — ta sceniczna i ta prywatna. Gorodecka przyznała, że „Taniec z Gwiazdami” stworzył niemal idealną oprawę kobiecości: perfekcyjnie dobrane stylizacje, makijaże, fryzury i narracje budujące obraz silnej, pięknej kobiety.
– To był moment, w którym czułam, że moja kobiecość jest celebrowana. I miałam świadomość, że po programie nikt już nigdy nie zadba o nią w taki sposób – mówiła.
Aktorka zaznaczyła jednak, że prawdziwa zmiana dokonała się nie w wyglądzie, lecz w pewności siebie i swobodzie bycia sobą. Program nauczył ją mówić wprost o emocjach, bez potrzeby ich intelektualizowania czy tłumaczenia.
W podcaście pojawił się także wątek feminizmu. Gorodecka wyraźnie odcięła się od narracji opartej na konflikcie płci, podkreślając, że nie doświadczyła w życiu „męskiego zła”, a mężczyźni byli dla niej wsparciem — zarówno prywatnie, jak i zawodowo.
– Feminizm nie powinien polegać na walce z mężczyznami, tylko na wzajemnej pomocy kobiet i mądrym stawianiu granic – podkreślała.
W rozmowie wróciła również do wychowania w kobiecym domu, wpływu babci i matki oraz przekonania, że racjonalność i świadomość są dla kobiet równie ważne jak emocjonalność.
Rozmowa w podcaście „P.S. I Love U by AMA” w RMF FM odsłania mniej oczywiste oblicze „Tańca z Gwiazdami”, jako programu, który poza rozrywką stał się dla uczestniczki przestrzenią konfrontacji z własną kobiecością, feminizmem i rolą kobiety w medialnym świecie.
– Tańczę dalej, bo taniec się nie kończy. Kończy się tylko program – podsumowała Gorodecka.


